Pstryk, pstryk
Kiedy minął październik? Nie mam zielonego pojęcia. Ot zamknęłam oczy pewnej nocy pod koniec września, a otworzyłam w listopadzie. Na szczęście mimo szybkości i nagromadzenia zdarzeń i wydarzeń był to dość spokojny i przyjemny miesiąc. A co najważniejsze – stabilny. Nie było szczególnie miło, ale też i obyło się bez dram. Pełną parą weszliśmy też w jesień. Zawsze nastraja mnie to trochę nostalgicznie, kiedy chowam w głąb szafy koszulki z krótkim rękawem, a wyciągam swetry, szale i kurtki. Daje to poczucie pewnej stabilizacji, że są rzeczy, które nigdy się nie zmienią jak właśnie sezonowość w przyrodzie. Do końca roku coraz bliżej i tym samym coraz bliżej do moich ulubionych kiczowatych świąt. Już mam większość prezentów, które tylko czekają na zapakowanie, wpadłam na pomysł, jak ubrać choinkę i zrobić stroik. Tylko przeżyć listopad, który, tak jak i styczeń, zawsze mi się niemiłosiernie dłuży. Myślę jednak, że w towarzystwie dobrej książki, rozgrzewającej herbaty i ciepłych bamboszy minie jak mgnienie oka.



























Świetne zdjęcia, jak zawsze Anka, pozdrawiam , udanego tygodnia :-) .
OdpowiedzUsuń