Pstryk, pstryk
I oto jesień i oto październik, czyli już dziesiąty miesiąc roku. Za moment trzeba będzie pomyśleć o świątecznych prezentach. Czas strasznie szybko leci, dni są zdecydowanie krótsze, więc na spacery z aparatem wybieram się już tylko w weekendy, bo po pracy jest niestety zbyt ciemno, a nie chciałabym stracić zębów, potykając się o słabo widoczny konar na leśnej ścieżce. Z całej masy zdjęć wybrałam kilka ujęć, może Wam się spodobają. No dobra, ujęć będzie nawet kilkanaście, bo jakoś nie mogłam się zdecydować, które wybrać. Mam nadzieję, że Was nie zanudzę. Oddzielnie chciałam się pochwalić „łowami” na zwierzynę wszelką. Trochę zmarzłam w oczekiwaniu na sarny, ale dla takich kadrów warto leczyć katar!