Posty

Wyświetlam posty z etykietą przyroda

Simona – Królowa Puszczy

Obraz
„Nie można o niej napisać inaczej niż tak, jak żyła: z nerwem i dyscypliną, po żołniersku, bez pieszczot”. Zazdrość to paskudne uczucie. Potrafi co prawda motywować, ale i dezorganizować życie. Ja Simonie Kossak, mimo iż już nie żyje, zazdroszczę, ot tak, po prostu – bez rywalizacji, złowrogich spojrzeń, rzucania kłód pod nogi. A czego? Otóż kontaktu z przyrodą. Zrozumie mnie tylko ktoś, kto ma ogrom empatii w stosunku do zwierząt, do otaczającej przyrody, świata, który naturalnym rytmem podąża od wschodu do zachodu słońca, kto docenia ptasie trele i szum liści na wietrze, cieszy się ciszą, spokojem i wybiera łono natury zamiast hotelu all inclusive… Simona nie miała w życiu łatwo. Jak tylko wyszła z brzucha matki, powodowała grymasy niechęci na twarzy, bo śmiała urodzić się dziewczynką zamiast chłopcem, który dzierżyłby w dłoni paletę i tworzył kolejne sceny batalistyczne. Im była starsza, tym większy wywoływała niesmak i rozgoryczenie. Brak zrozumienia ze strony najbliższych bardzo...

Pstryk, pstryk

Obraz
Marzec przywitał się paskudną pogodą. Mróz, śnieg zamieniający się w deszcz i na odwrót. Potem nastąpiła przyjemna niespodzianka. W drugi weekend mogłam już suplementować witaminę D: siedziałam z kawą i książką na tarasie na słońcu – oj jak już za tym tęskniłam! Niestety po paru dniach z +20 zrobiło się znów 4, a w nocy minus i znów napadało śniegu. Wiem, że jak przyjdzie skwarne lato, to przez moje choroby będę się gorzej czuła i będę gderać, że jest za gorąco, ale takiej zmiennej pogody i takiej zimy, jaka była mam już po dziurki w nosie. Na szczęście oficjalnie zaczęła się wiosna, ostatecznie pochowałam typowo zimowe ozdoby typu gwiazdki i bałwanki i grzecznie czekam na większą ilość słońca oraz na przyjaźniejsze temperatury. Teraz cieszę się, że jest dużo jaśniej i nie muszę jeździć do pracy i wracać z niej w ciemnościach. No i te radujące serce ptasie trele i pierwsze kwiaty… Jest dobrze!

Pstryk, pstryk

Obraz
Oj lipiec dał mi się ostro we znaki. Pogoda mnie dobijała. Ranki witały chłodem i mgłą, a od południa termometr potrafił wskazywać nawet i 37 stopni w cieniu. Wieczorami i nocą gwałtowane burze nie dawały się porządnie wyspać. Jak już miało być nawet i bardzo ciepło to niech przynajmniej w miarę stabilnie a takie wahania nie były dla mnie dobre. Pewnie dla wielu z Was również. Mimo wszystko spacery jako forma aktywności musiały być. W lipcu też zadziwiająco mało czasu miałam dla siebie. Znajomi obdarowywali nas owocami i warzywami ze swojego ogródka i aż żal było z tych dobrodziejstw nie skorzystać. Po pracy więc stałam przy garach, obiad, spacer i nadchodziła pora spania, bo przed 4 wstajemy, by szykować się do pracy. Książek więc przeczytałam niewiele, może nadrobię w urlop, ale do niego jeszcze grubo ponad miesiąc… Tradycyjnie już ujęcia kwiatów dzikich i ogrodowych: Przykład jak upał rozleniwiał...

Pstryk, pstryk

Obraz
Pożegnaliśmy październik. Pod względem pogody był pełen niespodzianek. Zaczął się upałami na miarę sierpnia, by później znienacka rzucić minusem w nocy. Na spacery chodziłam, choć nie wtedy, gdy lało jak z cebra, a bywało tak niestety przez całe dnie i noce. Wędrowałam już z dużą dozą melancholii. Nie dość, że zbliża się koniec kolejnego roku, to jeszcze coraz zimniej, ciemniej, smutniej. Zawsze, kiedy spaceruję jesienią to liście, te jeszcze na gałęziach, jak i leżące już na drodze przypominają mi o kruchości życia, jego etapowości i przemijaniu...  Po spacerach cudownie było się wzmocnić gorącą czekoladą z pianką lub rozgrzewającą imbirową herbatą. Do tego ciasto cytrynowe, ciepły koc, zapachowe świece, zwierzaki i obserwacja do zmroku feerii barw za oknem lub słuchanie kropel deszczu rozbijających się o szyby… Jak Wam minął październik?

Pstryk, pstryk

Obraz
Patrzę w kalendarz i własnym oczom nie wierzę. Kończy się czerwiec, a więc nie tylko kolejny miesiąc za nami, można śmiało stwierdzić, że za nami półrocze! Nie wiem, kiedy to minęło. Czerwiec nie rozpieszczał. Rozpoczął się silnymi nocnymi przymrozkami, a potem nastała długotrwała susza. Część roślin niestety mi padła, część powoli odbija, ale w ogrodzie nie jest aż tak barwnie i kolorowo jak było o tej samej porze w zeszłym roku. Niemniej jak zwykle chodziłam z aparatem i starałam się uchwycić momenty, które za jakiś czas będę z przyjemnością wspominać. Pochwalę się też cudowną bakopą oraz daliami, które kwitną mi jak szalone! Miałam jeszcze przepiękną lantanę, ale niestety nie wytrzymała warunków pogodowych, a pelargonie dopiero odbijają i wypuszczają kwiatowe pąki. W lipcu powinny przepięknie zakwitnąć i cieszyć oko.                                                 ...