Polski Herkules Poirot

„Zbrodnicza osobo, kimkolwiek jesteś, znajdę cię. Wywęszę, wyniucham, dopadnę. Każdy spryt ma swoje limity, zwłaszcza zbrodniczy. Zaznaczę ślady, choćby takie, jak paznokieć na szkle. Wystarczy”.

Książka: Trzydziestego drugiego maja, Zygmunt Górecki

Gatunek: Kryminał

Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza

Atmosfera: duszna, zagmatwana

Złożoność akcji: 🔷 🔷🔷 (dynamiczna, wielowymiarowa)

Moja ocena: 🌲 🌲 🌲 🌲 🌲 🌲 (6/10) (odpoczynek od współczesnych wynalazków pomagających tropić zbrodniarzy)

W obecnych czasach nowinki techniczne gonią nowinki, nowe możliwości znajdują zastosowanie w prawie każdej branży. Wszędzie czyta się o ulepszeniu życia, poprawianiu jego jakości i prawie nikt już nie pamięta, jak to dawniej bywało. Lubię więc czasem w książkach odpocząć od tych wszystkich współczesnych wynalazków i znaleźć się, choć na moment w czasach, w których w policyjnych śledztwach DNA dopiero raczkowało, prowadzący sprawy musieli polegać na własnej dedukcji i intuicji, a nawet telefonia komórkowa była w powijakach. Komisarz Krzysztof Stelmach właśnie w owych czasach żył, więc chętnie „zawróciłam” do tamtych lat…

Pewnego ranka zostały odkryte zwłoki kobiety. Okazało się, że to Zofia Janeczko, która kilka dni wcześniej zgłosiła zaginięcie męża. Czy to tylko zbieg okoliczności, czy te sprawy się łączą? Na to pytanie musi znaleźć odpowiedź ściągnięty z urlopu komisarz Krzysztof Stelmach. Jednak nic mu się w tym śledztwie nie klei: podejrzanych jest od groma, a wiele wątków pobocznych wychodzi na wierzch i gmatwa znane już fakty. Nic nie zapowiada rychłego rozwiązania sprawy i sukcesu komisarza, góra, jak wiadomo, z niecierpliwością czeka na wyniki, a sam policjant nawet nie jest pewien motywu działania sprawcy. Tymczasem, by za dobrze nie było, odkryte zostają kolejne zwłoki osoby, która także za życia związana była z Zofią.

„W powieściach kryminalnych, ewentualnie w autentycznych policyjnych sprawach, były zawsze wskazówki: od patologa, od grafologa. A tutaj? Przedział wiekowy od osiemnastu do osiemdziesięciu lat. Płeć nie do określenia, wzrost też nie. Inteligencja? Raczej nie debil”.

Zygmunt Górecki zdołał stworzyć klasyczny kryminał na gruncie polskiej rzeczywistości. Była ciekawa intryga kryminalna, odpowiednio zawiła, by utrzymać zainteresowanie czytelnika. Byli dobrze wykreowani bohaterowie, choć muszę przyznać, że komisarz Stelmach mnie sobie nie zjednał i nie będzie zajmował miejsca w szeregu moich ulubionych śledczych. Podobał mi się też opisany klimat miasta N. Całe dochodzenie było zagadkowo zagmatwane, a nowe fakty, które wychodziły na światło dzienne, przynosiły więcej pytań niż odpowiedzi. W takim śledztwie pogubiłby się nawet sam słynny bohater Agathy Christie, a co dopiero poczciwy i skromny komisarz Krzyś Stelmach, który czekał z niecierpliwością, aż dostanie sprawę, w której będzie się mógł w pełni wykazać. Nie każda jednak nitka prowadziła policjanta do odpowiedniego kłębka i zawodowego sukcesu, a rozwiązanie jednej zagadki doprowadzało do odkrycia kolejnego sekretu. Zmęczony brakiem dłuższego odpoczynku komisarz zaczął wątpić w swoje możliwości i zdolności, szczególnie że był jednocześnie rozkojarzony pojawiającymi się w toku śledztwa pięknymi kobietami. Tego dla samotnego komisarza było już zbyt wiele. Czy mimo wszystko rozwiąże sprawę i zostanie polskim Herkulesem Poirot, ukochanym przez rzesze obywateli? Przekonajcie się sami, sięgając po ten kryminał, i spróbujcie podążać tokiem myślenia komisarza… może uda Wam się wpaść na trop sprawcy wcześniej niż jemu? Uważam, że „Trzydziestego drugiego maja” to idealna lektura dla tych, którzy pragną trochę odpocząć od nadmiaru technologicznych nowinek pomagających policjantom rozwikłać trudne śledztwa.

„Każdy wiek, każda dekada przynosi inne schematy, prawdy, przyczyny, ale i skutki. Ludzie też są inni. Inna percepcja, światopogląd, umiejscowienie, dążenia”.

To, co trochę mi przeszkadzało w odbiorze lektury, to niechlujstwo wydawcy. Niektóre literówki wręcz raziły jak światło z lamp świecące przesłuchiwanym prosto w oczy. Nie do końca też wszystko było prawidłowo pod względem gramatycznym i składniowym. Mimo wszystko jednak to był miło spędzony czas.

Recenzja powstała przy współpracy z Redakcją Sztukater.


A co na Bonito???

Jej chłopak  do kupienia na Bonito

Zbrodnia w raju do kupienia na Bonito

Świat jest teatrem  do kupienia na Bonito

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Krew, czosnek i wybuchająca fioletowa krowa...

Prawdy czasem lepiej nie szukać

Pod Bramą Świata...