Pstryk, pstryk
Czerwiec był bardzo rozczarowujący. Zawsze bardzo lubiłam ten miesiąc i to nie tylko dlatego, że mam urodziny, ale dlatego, że wszystko już pięknie rozkwitło i przedstawia w pełni swoje wdzięki. Przynajmniej tak powinno być, bo tegoroczny czerwiec był po prostu zimny, deszczowy i ponury. Nie odczuwało się najdłuższych dni w roku, bo lało od rana do nocy i było tak pochmurno, że aż się nie chciało wierzyć, że to jeden z najwspanialszych i najcieplejszych miesięcy w roku. W związku z pogodową aurą chwyciło mnie przeziębienie i po samodzielnej walce musiałam jednak skorzystać z pomocy lekarskiej. Po tabletkach poraziło mi kubki smakowe i nie dane było mi cieszyć się z dobrodziejstw natury i przez dłuższy czas nie mogłam się delektować smakiem ulubionych sezonowych warzyw i owoców. Na szczęście było, minęło, a koniec czerwca przyniósł kolejne rozczarowanie tym razem niespodziewaną falę ogromnych upałów. W niedzielę 29. termometr w cieniu pokazywał 43,5 stopnia! Nie za tym tęskniłam! Oj czerwiec, czerwiec – podpadłeś w tym roku! Oby lipiec był lepszym i bardziej stabilnym miesiącem.
Tradycyjnie o tej porze roku przedstawiam plejadę kwiatów:
I jeszcze seria z małymi żyjątkami, które przyciągnęły pęcherznice i kocimiętka.

.jpg)


















Piękne zdjęcia Anka, nareszcie piątek, życzę udanego weekendu :-) .
OdpowiedzUsuńDziękuję! Też się cieszę, że piątek mimo iż weekend zapowiada się pracowity.
Usuń