Pstryk, pstryk

Marzec przywitał się paskudną pogodą. Mróz, śnieg zamieniający się w deszcz i na odwrót. Potem nastąpiła przyjemna niespodzianka. W drugi weekend mogłam już suplementować witaminę D: siedziałam z kawą i książką na tarasie na słońcu – oj jak już za tym tęskniłam! Niestety po paru dniach z +20 zrobiło się znów 4, a w nocy minus i znów napadało śniegu. Wiem, że jak przyjdzie skwarne lato, to przez moje choroby będę się gorzej czuła i będę gderać, że jest za gorąco, ale takiej zmiennej pogody i takiej zimy, jaka była mam już po dziurki w nosie. Na szczęście oficjalnie zaczęła się wiosna, ostatecznie pochowałam typowo zimowe ozdoby typu gwiazdki i bałwanki i grzecznie czekam na większą ilość słońca oraz na przyjaźniejsze temperatury. Teraz cieszę się, że jest dużo jaśniej i nie muszę jeździć do pracy i wracać z niej w ciemnościach. No i te radujące serce ptasie trele i pierwsze kwiaty… Jest dobrze!