Coś dla podniebienia, czyli Paweł Loroch znów w akcji
„Mam na imię Paweł. Jestem brzuchpasterzem, który nie przestaje wierzyć, że gotowanie to rozmowa z sobą i z innymi”.
Książka: AIR FRYER dla smakoszy, Paweł Loroch
Gatunek: Kulinaria
Wydawnictwo: Harde
Atmosfera: smakowita i humorystyczna
Złożoność akcji: 🔷 (prosto,
chrupko i na temat)
Moja ocena: 🌲 🌲
🌲
🌲
🌲
🌲 🌲
(7/10) (treść i smaki bronią się same, nawet jeśli oprawa graficzna rodzi
kontrowersje)
Wiatropiec – jak trafnie określa urządzenie Paweł Loroch –
to sprzęt, który przez przypadek zawitał do mojej kuchni, jeszcze nim stało się
o nim głośno. Użytkuję go już ponad dwa lata i niezmiennie zachwycam się jego
licznymi funkcjami i możliwościami przyrządzania potraw. Cały czas też
poszukuję nowych inspiracji kulinarnych, by nie „zawiało” nudą i monotonią.
Poprzednia książka Lorocha bardzo mi się spodobała. Wypróbowałam wiele
przepisów i większość z nich idealnie trafiła w moje kubki smakowe, więc kiedy
zobaczyłam jego najnowszą publikację, nie wahałam się ani chwili i zamówiłam ją
sobie w prezencie.
Czytałam wiele negatywnych opinii na temat tej publikacji i szczerze mówiąc, bardzo się zdziwiłam, że większość osób je piszących skupiła się przede wszystkim na oprawie graficznej. Przyznam, że pod tym względem też mi się nie podoba, bo najlepsze fotografie – nawet te nieostre – wychodzą spod ludzkiego palca na spuście migawki, a nie jako obraz wygenerowany przez sztuczną inteligencję. Książkę chciałam ze względu na zawarty w niej zbiór przepisów, a nie na wizualną oprawę. Pozwólcie więc, że skupię się na treści, a muszę przyznać, że jest jej sporo, co automatycznie daje smakoszowi szerokie pole do kulinarnych manewrów. Znajdziemy zarówno przepisy na leniwe śniadania, ekscytujące brunche, smakowite obiady, przekąski, desery, jak i na „nocne grzeszki”. Przepisów jest aż 100 więc z pewnością, każdy wybierze coś dla siebie.
Kilkanaście dań mam już „za sobą” i tak mi zasmakowały, że
zagoszczą na stałe w kuchennym repertuarze. U Lorocha podoba mi się łączenie
smaków, które czasem jest dość odważne, formy, bo znajdziemy w niej nawet i
niezwykłe-zwykłe kanapki, czy jajka na kilkanaście sposobów. Przede wszystkim jednak
cenię ogromną różnorodność. Dodatkowym plusem jest fakt, że większość dań „robi
się sama”: szybko, sprawnie. To co ma być soczyste, rzeczywiście rozpływa się w
ustach, a to, co chrupkie – pieści podniebienie.
Paweł Loroch wzbogacił publikację o wiedzę na temat działania wiatropieca oraz poradami, czym się kierować przy wyborze urządzenia. Wprowadził wspomnienia z kulinarnych grzeszków, własną definicją smakosza, samego smaku i jego mapy obejmującej różne zakątki świata. W sposób humorystyczny opisuje smakowe zagrożenia, czyli „mroczną stronę widelca”. Publikację ubarwił też swoimi autorskimi rysunkami rodem z komiksów, co sprawia, że korzystając z danego przepisu, można się po prostu szczerze uśmiechnąć.
Podsumowując, mimo niefortunnej oprawy graficznej,
merytorycznie książka broni się sama. Jeśli szukacie inspiracji, by Wasz
wiatropiec nie stał zakurzony – warto dać jej szansę.
„Niech moc wiatropieca jest z Tobą zawsze”.




Uśmiechnąłem się Anka czytając recenzję kilka razy. Pozdrawiam serdecznie, nareszcie piątek :-) .
OdpowiedzUsuńNawet nie raz i nie dwa można się uśmiechnąć czytając jego przepis i stworzone przez niego komiks :)
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńWitaj Aniu 🌸
OdpowiedzUsuńJak wiesz mam w swoich zbiorach Air Fryer dla początkujących tego autora. I muszę przyznać że bardzo ciekawie przedstawia przepisy. Pod choinkę w tym roku dostałam książkę o przepisach z wiatropieca " pióra" Jamiego Olivera więc chyba tą sobie odpuszczę, tym bardziej że pozbyłam się z domu wszystkich książek kucharskich...ale dobrze wiedzieć że jest kolejna propozycja tego gotującego autora 😀
Udanego weekendu Aniu 🌸
Bardzo lubię i jego przepisy i sposób w jaki je przedstawia. Niektóre i tak modyfikuję pod siebie, ale jest dla mnie źródłem kulinarnych inspiracji - a ja nie lubię gotować, więc tym większy szacun dla Lorocha :)
UsuńMiłego!!
Oglądałam jego kanał na you tube i bardzo mi się podobał.
OdpowiedzUsuńTo bardzo ciekawy człowiek i do tego pasjonat :)
UsuńNajważniejsze, że merytorycznie się broni. Chętnie zajrzę do tych przepisów.
OdpowiedzUsuńPolecam.
UsuńWstyd się przyznać ale jeszcze nie sięgnęłam po żadną książkę o tematyce wiatropieca 😁 mimo, że z urządzenia korzystam regularnie. W zasadzie nie wyobrażam już sobie bez niego kuchni. Ta publikacja bardzo mnie ciekawi. Zdecydowanie książka dla mnie 😁
OdpowiedzUsuńJa już też nie wyobrażam sobie kuchni bez tego urządzenia. Zwykły piekarnik służy mi do przechowalni garnków :)
UsuńKorzystam regularnie, więc takie inspiracje kulinarne mogą się przydać :)
OdpowiedzUsuńMyślę, że znajdziesz coś dla siebie.
UsuńFajnie, że skupiłaś się na konkretach i przepisach, a nie tylko na tej nieszczęsnej grafice. Skoro po przetestowaniu kilkunastu dań zostają one w Twoim menu na stałe, to najlepsza rekomendacja dla Lorocha i dowód na to, że w kuchni ostatecznie liczy się smak, a nie wygładzone zdjęcia. Przekonałaś mnie, że warto zajrzeć do środka dla samej treści.
OdpowiedzUsuńCieszę się, bo naprawdę szkoda byłoby omijać przepisy ze względu na burzę wokół zdjęć. Teraz AI jest modne, na puzzlach też często pojawiają się wygenerowane przez nią obrazy, nad czym osobiście również ubolewam.
UsuńOj fajnie brzmi recenzja. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńDziękuję :)
UsuńMoże się skuszę na tą książkę. Brakuje mi już pomysłów na obiad...
OdpowiedzUsuńTeż właśnie czasem mam pustkę w głowie...
UsuńDojrzałam, żeby kupić Air Fryera, wieć może i zaopatrzę się w taką ksiażkę
OdpowiedzUsuńMyślę, że z decyzji będziesz zadowolona. Bardzo przydatne urządzenie. Mam ponad dwa lata i sobie bardzo chwalę.
UsuńLubię wiatropiec i korzystam często, szczególnie kiedy potrzebuję przygotować czegoś niewiele, np. małe szarlotki, czy zapiekanki, ziemniaczki. Małe, szybkie dania:)
OdpowiedzUsuńO piekarniku jednak nie zapominam, bo świetnie piecze chleb i drożdżoweczki i niestety nawet najlepszy wiatropiec nie jest w stanie mu dorównać.
Książka bardzo przydatna, a przede wszystkim fajnie podane przepisy i luzik:)
Też sobie modyfikuję i dopasowuję do naszych upodobań, ale pomysły są bazą i to taką, na którą sama bym nie wpadła .
Wszystkiego dobrego na nowy tydzień Aniu! Wiosnę widać coraz wyraźniej i to jest piękne:)
Ja chleba nie wypiekam, bo jestem na to zbyt leniwa, ale ostatnio zrobiłam drożdżówki z twarogu i tu przyznam, że z konfiturą z aronii smakowały bosko :)
UsuńCieszę się, że wiosna daje już znać coraz wyraźniej. Ptaki, inne oświetlenie, częstsze słońce - od razu człowiek ma więcej energii.
Pozdrawiam!
Dostałam to urządzenie niedawno w prezencie. Jest praktyczne ponieważ nie trzeba nagrzewać dużego piekarnika, aby upiec niewielką ilość.
OdpowiedzUsuńZgadza się. Jest bardzo praktyczne, szybkie i jednak pomaga w zachowaniu mniejszej ilości tłuszczu w menu.
UsuńOoo, tam gdzie książki kulinarne - tam i ja! :-))) I absolutnie ilustracje, nie są nigdy dla mnie wyznacznikiem jakości danej pozycji. Czasem nawet ich brak - pobudza wyobraźnie ... bo czytając składniki i opis wykonania zaczynam w głowie wizualizować efekt końcowy :-). "Frajerka" mam, korzystam, ale na równi z piekarnikiem i kuchenką. Nie idealizuję go. Ot małe urządzenie chwilami usprawniające gotowanie. Pozdrawiam cieplutko!
OdpowiedzUsuńBez tego urządzenia nie wyobrażam już sobie kuchni :)
UsuńNie mam tego urządzenia, ale moi rodzice mają i zawsze u nich z niego korzystam. Ciekawa ksiażka :)
OdpowiedzUsuńKsiążka ciekawa i ma wiele inspirujących pomysłów i baz, które można modyfikować pod swój smak i zachcianki (np. sernik z mascarpone- palce lizać) ;)
UsuńU mnie air fryer jest w ciągłym użyciu :)
OdpowiedzUsuńhttps://okularnicawkapciach.wordpress.com/
To tak jak i u mnie!
UsuńTeż zauważyłam, że wiele osób skupia się na wyglądzie zdjęć, a zapomina, że prawdziwa wartość Lorocha leży w przepisach i jego podejściu do gotowania. Uwielbiam, że autor łączy humor z praktycznymi wskazówkami – dzięki temu książka nie jest tylko zbiorem receptur, ale też fajną opowieścią o smakach i kreatywności w kuchni.
OdpowiedzUsuńTak, to właśnie opowieść o smakach czyni ją wartościową.
UsuńFakt, wydanie nie najlepsze, ale liczy się zawartość.
OdpowiedzUsuńNa szczęście książka broni się sama, ale nad graficzną stroną mógłby ktoś bardziej się postarać. AI to pójście za modą, ale niestety też i na łatwiznę.
UsuńChętnie poszerzyłabym pomysły o nowe potrawy z Air Fryera.
OdpowiedzUsuńTu znajdziesz ich mnóstwo, a do tego rzeczywiście idealny czas przygotowania i temperatury - nic nie jest pozostawione przypadkowi.
UsuńJak dla mnie grafika w porządku Aniu. Nie wiem czego się czepiaja. Przepisy najważniejsze wszak to książka kulinarna. Fajny prezent sobie zrobiłaś. Ja coraz bardziej lubię książki kulinarne. Pozdrawiam serdecznie
OdpowiedzUsuńNiektóre ujęcia w samej już książce nie są zbyt ciekawe, no ale to przede wszystkim przepisy, a te są warte uwagi :)
UsuńSłuchałam audycji tego autora, bardzo sympatyczny gość :)
OdpowiedzUsuńTak! Też słuchałam i oglądałam go na YouTube i rewelacyjnie opowiada i żartuje.
UsuńMojej babci chcę kupić air friera to może od razu z taką książką!
OdpowiedzUsuńMoże jak na pierwszy raz, by się nie przestraszyła proponuję też tego Autora, ale "Air Fryer dla początkujących" recenzję również znajdziesz na moim blogu. Możesz też kupić Jej obie książki ;) od przybytku głowa nie boli :)
Usuń