Wdech, wydech

„Największą siłę ma spokój, który pozwala nam usłyszeć własne myśli, zanim zagłuszy je świat”.

21 marca. Pierwszy dzień kalendarzowej wiosny. Tego dnia z reguły buszuję z aparatem po leśnych przecinkach w poszukiwaniu oznak budzącej się do życia przyrody. Tym razem jednak mój wewnętrzny kompas pokierował moimi krokami na III Kongres Kobiet Gminy Obrowo. Kroki stawiałam niepewnie i z lekką obawą, ponieważ nieszczególnie przepadam za zgromadzeniami, hałasem, przebywaniem z nieznanymi mi ludźmi. Wyszłam jednak ze strefy komfortu, bo czułam, jakby coś mnie przyciągało. A może to wiosna obudziła we mnie tajemnicze „coś” i chęć zmiany w codziennej rutynie?

Mottem przewodnim spotkania było hasło „Powrót do siebie, do korzeni, do natury”. W programie znajdował się: koncert mis tybetańskich, sesja oddechowa z elementami relaksacji, odkrywanie kobiecości jako źródła mocy, prelekcja o intuicji jako kompasie duszy, ceremonia żywej kobiety czy opowieść o mądrej Wasylisie – czyli pozornie prosta bajka dla dorosłych z podwójnym dnem i wspaniałym głębokim przesłaniem.

W tych momentach nie miał znaczenia wiek, kolor i długość włosów, wygląd, doświadczenie, życiowe role czy ubiór. Każda uczestniczka była częścią niesamowitej atmosfery. Mogła poczuć więź nie tylko z innymi kobietami, ale, co ważne, z samą sobą. Ponownie odszukać siłę potrzebną do pokonywania trudności, a podczas koncertu mis tybetańskich w pełni zrozumieć znaczenie wyrażenia „teraz, tu”. Czyste dźwięki docierały do każdego neuronu w ciele i rezonowały w duszy. Rozchodzące się powoli wibracje działały w pewien sposób ożywczo. Słuchając, czułam, jakbym i ja budziła się do życia po długiej i nieprzyjemnej zimie. Spływał na mnie spokój.

Każda z prelegentek w interesujący sposób prowadziła swoją część spotkania, mnie jednak szczególnie ujęła wspomniana wcześniej bajka (również ze względu na charyzmę opowiadającej – była niezwykła!) oraz niesamowite dźwięki gongu i mis tybetańskich poprzedzone sesją oddechową.  

Gospodynie i organizatorki spotkania nie tylko trzymały w ryzach kobiecy rozgardiasz i energię, ale też pobudzały kubki smakowe niesamowitymi wypiekami i ciepłym lunchem. Było więc nie tylko coś dla umysłu i ducha, ale też i dla ciała – a podniebienie aż krzyczało z rozkoszy! Napisać, że atmosfera była przyjazna i pełna pozytywnej energii, to jakby nie napisać nic.

Myślę, że każda z uczestniczek wróciła do domu nie tylko z drobnym podarunkiem od organizatorek spotkania, ale i z czymś wartym zapamiętania na dłużej niż na jedno popołudnie. Z czymś w duszy i sercu, czego być może brakowało, by odetchnąć pełną piersią i spojrzeć na siebie i otoczenie z innej perspektywy. Czy owe pozapalane iskry będą początkiem pozytywnych zmian i motorem do działania? To pokaże czas, ale spotkanie było inspirującym doświadczeniem. 

Co do mnie – kongres zasiał w głowie parę pomysłów. Sama jeszcze nie wiem, czy zakiełkują, czy nigdy nie ujrzą światła dziennego...

Komentarze

  1. Wszystkiego dobrego Anka, zdrowych i spokojnych Świąt :-) .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Tobie także życzę przede wszystkim spokojnych i pełnych odpoczynku świąt. Niech wiosenna aura będzie z Tobą :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Krew, czosnek i wybuchająca fioletowa krowa...

Prawdy czasem lepiej nie szukać

Męczyżonek, czyli jaśnie pan spod ciemnej gwiazdy