Rozpaczliwe wołanie o bliskość?

„Pozwól wejść temu, który wejść powinien. Pozwól umrzeć dawnym marzeniom. Pozwól odejść tym, którzy odejść powinni. Nie oczekuj, że zrobią to, co chciałbyś, żeby zrobili”.

Książka: Pozwól mi wejść, John Ajvide Lindqvist

Gatunek: Horror / Thriller

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Atmosfera: Mroczna, duszna, surowa

Złożoność akcji: 🔷 🔷 🔷 🔷 (głębia pod płaszczykiem prostoty)

Moja ocena: 🌲 🌲 🌲 🌲 🌲 🌲 (6/10) (niezwykle sugestywna i ważna, ale zbyt duszna i  odstręczająca, bym chciała do niej kiedykolwiek wrócić)

Są książki, które zapierają dech już po pierwszych rozdziałach, są takie, w których trzeba się przyzwyczaić albo do specyficznej narracji, albo do dziwaczności bohaterów. Trafia się jednak i na takie lektury, które, mimo iż nie przypadną do gustu, zostają w głowie na dłużej i tworzą ciekawe pole do analiz i dyskusji. Przykładem takiej powieści jest dla mnie „Pozwól mi wejść” Johna Ajvide Lindqvista.

Zima. Szwedzkie osiedle lat 80. W Blackebergu mieszka Oskar wraz z mamą. Nie ma łatwego życia: w szkole jest prześladowany i nie ma przyjaciół. Ucieka w świat fantazji i zbiera informacje o seryjnych mordercach. Pewnego dnia do sąsiedniego mieszkania wprowadza się ojciec z córką. Eli zawsze spotyka się z Oskarem na huśtawkach i tylko po zmroku. Chłopiec jest nią zafascynowany i czuje, że ona go doskonale rozumie, jak nikt wcześniej. Tymczasem przypadkowa osoba odnajduje w pobliskim lesie zwłoki chłopca. Najbardziej zadziwia fakt, że nie było w nich ani jednej kropli krwi. Czy zwykłe osiedle zaczęło skrywać niezwykłą tajemnicę? Czy przyjaźń Oskara i Eli jest rzeczywiście tak niewinna?

Zaparzenie sobie wielkiego kubasa rozgrzewającej herbaty przed rozpoczęciem i w trakcie tej lektury powinno być obowiązkowe. Jest w niej dużo lodu, śniegu, skandynawskiego, przejmującego do szpiku kości chłodu i mroku. Takiego mroku, którego nie jest w stanie rozproszyć światło dnia. To ciemna aura, która przykleja się do bohaterów i staje się ich drugą skórą.

John Ajvide Lindqvist pod fabularnym płaszczykiem niby prostej historii o relacji prześladowanego i gnębionego przez rówieśników chłopca z wampirem Eli podjął trudny temat samotności, wykluczenia, toksycznych relacji, alkoholizmu, znęcania się, ukrywanych agresji, żądz i tego, co człowiek jest w stanie zrobić, by zaspokoić potrzebę akceptacji, bliskości lub by po prostu przetrwać. Opowieść ma ciekawy i niepokojący klimat: ciężki, duszny i surowy. Czuć szarość betonowego osiedla i ponurą beznadzieję Blackebergu. Odczuwa się przejmujący smutek nie tylko w powodów relacji Oskara z otoczeniem, ale również przez miejscowych pijaczków. Oni występują na drugim planie, ale nie są tylko tłem; pokazują, że dorosłość w tym świecie jest równie jałowa i pusta, co dzieciństwo Oskara. To potęguje duszny klimat i doprowadza do ciekawych rozważań. Czy przyjaźń chłopca i Eli jest prawdziwa, szczera czy raczej toksyczna? Kto tak naprawdę jest postacią tragiczną: dzieci czy Håkan? Eli manipuluje ludźmi, by przeżyć, Oskar zaś balansuje na krawędzi. Jego fascynacja przemocą, zemstą budzi niepokój i kojarzy mi się z dorastającym psychopatą. Mimo iż jest prześladowany, nie wzbudził mojej sympatii ani zrozumienia. Eli pojawia się w jego życiu w momencie, w którym chłopak emocjonalnie dojrzał do wejścia w mrok. Czy nietypowa przyjaźń dała mu siłę do mierzenia się z rzeczywistością, czy tylko został wykorzystany i zmanipulowany?

Tytuł „Pozwól mi wejść” też można zinterpretować na kilka sposobów. W klasycznym znaczeniu wampir nie może samodzielnie przekroczyć progu domu, musi zostać wyraźnie zaproszony. Bez tego stwór – w tym przypadku Eli – jest bezsilny i na nic nie ma wpływu. Po skończeniu lektury, tytuł uważam jednak za symbolizujący zaproszenie do swojego codziennego życia czystego zła, mroku i przemocy, które z czasem doprowadzą do demoralizacji i upadku. Może to być też rodzaj rozpaczliwego wołania o pomoc osoby, która czuje się tak bardzo nieakceptowana i samotna, że jest gotowa przekroczyć wszelkie granice, by to zmienić.

Lindqvist nie maluje laurki o przyjaźni mimo różnic na przytulnym, szwedzkim osiedlu. To jest brutalna, czasami odstręczająca i brudna historia, z której według mnie przebija walka o przetrwanie. Zamknęłam książkę, odłożyłam ją na półkę i mimo iż nie chce wyjść mi z głowy, wiem, że nigdy już do niej nie wrócę.

Książkę otrzymałam z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl oraz dzięki uprzejmości Wydawnictwa Zysk i S-ka.

Tymczasem na Bonito:

Posmak  do kupienia na Bonito

Szept w popiołach jutra do kupienia na Bonito

Rozpacz  do kupienia na Bonito

Komentarze

  1. Na razie Anka nie sięgnę, ale na uwadze - będę mieć. Udanego weekendu ! .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To niesprawiedliwe, że weekendy tak szybko mijają! U mnie bardzo mroźnie znowu -16!

      Usuń
  2. Widać, że lektura wywarła wrażenie i wywolała sporo emocji, to dobrze, ale wampiry itp. mnie nie przekonują.

    OdpowiedzUsuń
  3. Chyba juz kiedyś czytałam, a potem oglądałam film.

    OdpowiedzUsuń
  4. Widzę, że to idealna książka na tę porę roku 😊

    OdpowiedzUsuń
  5. To teraz aż boję się zajrzeć do tej książki, bo czeka na mojej półce.

    OdpowiedzUsuń
  6. Aniu 🌸
    Tym razem mówię stanowcze pas, bo o ile thriller jakoś przetrwam ,to horror zdecydowanie nie dla mnie. Potem spać nie mogę.
    Udanego weekendu Aniu 🌸🥰

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, ja spać nie mogłam z innych powodów, bo książka mimo wszystko straszna nie była. raczej przytłaczająca.

      Usuń
  7. Powiało grozą, więc nie wiem, czy jestem na nią gotowa. Nie lubię wampirycznych motywów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem wychodzę ze strefy komfortu. W tym przypadku było 50 na 50.

      Usuń
  8. Kojarzę film - zresztą bardzo dobry- książka też w moim mniemaniu zapowiada się dobrze - fajna okładka

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okładka dobra, tajemnicza i niezdradzająca za dużo z fabuły.

      Usuń
  9. To jest coś, co może mnie zainteresować. Zapisuję!

    OdpowiedzUsuń
  10. Poczekam na coś lżejszego ale Twoja recenzja jest znakomita!
    Też potrafisz budować nastrój:)
    Miłego weekendu i trzymaj się cieplutko:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Książki nie czytałam, ale oglądałąm film. Podobał mi się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja jakoś z filmami i serialami mam nie po drodze. Zawsze nawet jak mam coś na oku to stwierdzam, że mi szkoda czasu. Nawet na L4 nie oglądam leżąc w łóżku, bo na szczęście rzadko choruję.

      Usuń
  12. Dla mnie rewelacja. Zarówno ta książka, jak i "Życzliwość" tego samego autora

    OdpowiedzUsuń
  13. teraz mam taki trudny czas, że chyba bym sobie darowała....Szukam czegoś lekkiego, właśnie kończę Przesyłki z nieba:)
    https://okularnicawkapciach.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem doskonale, ta książka potrafi przytłoczyć i zdołować.

      Usuń
  14. A ja czuję się zaciekawiona tą książką, bo lubię od czasu do czasu sięgnąć po horror, poza tym lubię, kiedy akcja rozgrywa się w Skandynawii. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też lubię, kiedy akcja rozgrywa się w Skandynawii i dlatego się na ten tytuł skusiłam.

      Usuń
  15. Muszę przyznać, że Twoja recenzja naprawdę oddaje klimat tej książki. Czuć w niej Twoje zaangażowanie, nie tylko w opisy fabuły, ale też w refleksję nad tym, co kryje się pod powierzchnią – samotność, toksyczne relacje, codzienny chłód, który staje się niemal postacią samą w sobie. Lubię, że nie próbujesz upiększać historii ani wymuszać sympatii dla bohaterów – wręcz przeciwnie, pokazujesz, jak naturalnie budzi się w czytelniku niepokój i ambiwalentne emocje wobec Oskara i Eli.

    Twoje spojrzenie na tytuł jako metaforę zaproszenia do codziennego życia zła i manipulacji jest trafne i dodaje głębi recenzji. Widać, że nie oceniasz książki jedynie przez pryzmat fabuły, ale starasz się zrozumieć, co autor chciał przekazać, i jak to rezonuje z naszym postrzeganiem dorastania i samotności.

    Dzięki takiej recenzji można poczuć, że „Pozwól mi wejść” to nie tylko horror, ale też studium ludzkich emocji i wyborów. Przyznam szczerze, że Twój opis sprawił, że poczułem, jakby naprawdę dało się przenieść w tę surową, szwedzką zimę i poczuć ten chłód oraz ciężar historii – mimo że pewnie nigdy bym sam nie sięgnął po tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już dawno nic nie zrobiło na mnie takiego wrażenia. Może też dlatego, że szwedzkie osiedle z huśtawką na placu zabaw skojarzyło mi się z PRLem i moimi huśtawkami z dzieciństwa. Do książki z pewnością nie wrócę, ale też i nie mogę powiedzieć, że była stratą czasu.

      Usuń
  16. Mroczna, duszna i surowa atmosfera to zupełnie nie mój klimat, ale wiem komu taka pozycja z pewnością się spodoba. Polecę :)
    Dobrego tygodnia! 🤗

    OdpowiedzUsuń
  17. Ciekawe podejście to tak skomplikowanych sytuacji. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  18. Muszę koniecznie przeczytać. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  19. Myślę, że kiedyś sięgnę po tę książkę, żeby wyrobić sobie o niej własne zdanie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Odpowiedzi
    1. Co do klimatu to zdecydowanie tak, co do treści, to niekoniecznie.

      Usuń
  21. Już od jakiegoś czasu miałam ochotę przeczytać tę książkę. Teraz jestem jej jeszcze bardziej ciekawa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro rozbudziłam ciekawość, to to na plus! Najlepiej przekonać się "na własnej skórze".

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Pstryk, pstryk

Podsumowanie...

RECENZJA PRZEDPREMIEROWA - Piekielne natchnienie - Usterki w rzeczywistości